wtorek, 24 maja 2011

Pierdoły

Od kilku dni zbieram się, aby napisać kilka przemyśleń. Zbieram się i jakoś nie mogę zebrać... Ostatni weekend był pięknie słoneczny, wypoczywaliśmy rodzinnie na działce w lesie nad jeziorkiem. Zrobiliśmy Jasiowi plażę:

A na koniec tego mega błyskotliwego postu, cytat (nie wiem skąd, bo nie zapisałam; gapa ze mnie) o relacji damsko-męskiej (równouprawnienie?):

"Mężczyźni nie mają poczucia, że nic w domu nie robią. Wręcz przeciwnie - uważają, że robią dużo, tylko w głowach mają inny standard niż ich partnerki. Zbadano to. Dla mężczyzn dużo to znaczy: wynieść śmieci, pozamiatać podłogę lub zmyć naczynia (co nazywa sprzątnięciem kuchni). Gdyby kobieta tyle zrobiła, to by pomyślała, że cały czas leżała brzuchem do góry.

Kiedy pyta się kobietę, co to znaczy "sprzątnąć kuchnię", wymienia ona 36 czynności, mężczyzna zaś cztery. Dlatego kobiety często wolą same coś zrobić, niż edukować partnera - np. odpowiadać na serię pytań typu: gdzie jest płyn do mycia podłóg czy szmata.
Kobiety oceniają, że realizują model partnerski, jeżeli mężczyzna robi cokolwiek w domu. Zadowalają się nawet drobną pomocą. Dwie trzecie kobiet ocenia, że gotowanie, pranie, prasowanie i sprzątanie jest ich "naturalnym obowiązkiem"!"

środa, 18 maja 2011

....

Wczoraj zrobiłam jeszcze jedną karteczkę:


Mam dosyć już tej pogody. Można oszaleć, gdy brakuje słońca. Nie tęsknię za upałami, tylko promyków mi brak... Jasiu jakiś markotny, nie chodzimy na spacerki, nic tylko wyć! Prognozy są optymistyczne na najbliższe dni, tylko czy to wystarczy by naładować akumulatory?
A to uroczy facet, który pięknie się uśmiecha i ładnie śpiewa:

poniedziałek, 16 maja 2011

Bez okazji

Jeszcze dwie karteczki, jeszcze bez zdefiniowanego odbiorcy...



Candy

Oto kartka zrobiona specjalnie z okazji pierwszych urodzin Polki Scrapują. Mam chrapkę na nagrody w urodzinowym candy.
 Papiery ze sklepy Na Strychu.

Tylko zdjęcia

Dziś będzie krótko, bez zbędnych komentarzy. Zrobiłam ostatnio kilka kartek. Jedna z nich jest na Dzień Matki.


poniedziałek, 9 maja 2011

Wiosna, ach wiosna

W końcu zrobiło się ciepło. Miło wyjść na spacer. Dzisiaj niestety nieciekawie zaczęłam tydzień. Po pierwsze mąż wyjechał do domu (praca!), a ja z Jasiem zostałam w B. Zaczęliśmy rehabilitację kręczu szyjnego. Masakra. Młody tak ryczał, że myślałam, że mi serce pęknie.Wszystko dla jego dobra...Kiepski poniedziałek.
Na poprawę humoru chciałam sobie kupić baleriny, które widziałam kilka dni temu, ale niestety...brak mojego rozmiaru!
Szukam pozytywów: mąż wróci w czwartek i przywiezie zamówione papiery do robienia kartek!!Hurra
Może "przyjdzie" też Twój Styl?? Jest piękna pogoda, można trochę pospacerować, a nie tylko w domu...Mieszkam u teściów, którzy pomagają przy małym, np. dzisiaj Jaś poszedł na spacer z dziadkiem. Odwiedza nas siostra męża z dziećmi. Bartuś jest bardzo opiekuńczy wobec Jasia, to takie rozczulające.

wtorek, 3 maja 2011

Dieta maluszka

Wczoraj daliśmy Jasiowi po raz pierwszy jabłuszko do spróbowania. Dziwnie było patrzeć jak próbuje ssać papkę, którą podawałam mu łyżeczką. Oczywiście pobrudził nie tylko siebie, ale także mnie. Hehe...Wygląda na to, ze dobrze je strawił, jutro wprowadzę marchewkę.
Stojąc w sklepie przed półkami ze słoiczkami, można zgłupieć. Najpierw trzeba zdecydować się na firmę, a potem od czego zacząć. Wszyscy radzili na początek wprowadzić jabłko i tak zrobiliśmy. Ciekawe doświadczenie")

niedziela, 1 maja 2011

Długi weekend

Pogoda może nie jest fantastyczna, ale trochę słoneczka było (będzie?). Zrobiliśmy sobie wycieczkę do Ciechocinka, gdzie prababcia Jasia zaczęła wczoraj pobyt! To niesamowite miejsce. Wjeżdżając poczuliśmy się jak w nadmorskiej miejscowości. Wszędzie pełno spacerowiczów, "ogródki", specyficzna zabudowa, ośrodki zachęcające do zamieszkania. Mieliśmy szczęście, bo pogoda była słoneczna, więc miło się spacerowało po parku zdrojowym i w okolicy tężni. Zadziwiające jest to, że pobierają za to opłatę!!! Szok. Nie dość, że kuracjusze to w 90 procentach emeryci, którzy raczej kasą "nie śmierdzą", to przecież płacą opłatę klimatyczną. Rozumiem, że każda gmina chce zarobić, ale żeby chociaż było widać jakieś inwestycje... Wejście na tężnię też kończy się pobraniem haraczu: dorośli 4zł, dzieci płacą połowę. A widok średni, tylko zaniedbany park. Chyba wychodzą z założenia, że wystarczy samo wdychanie solanek jako atrakcja? Generalnie było miło.
1 maja spędziliśmy na działce w lesie u teściów. Był grill, rzuty do kosza, koszenie trawy, spacer. Milusio. Uwielbiam to miejsce, a Jasiu był tam po raz pierwszy. Tato dał mu pierwszą lekcję gry w piłkę...

środa, 27 kwietnia 2011

Ile za żłobek?

Przedłużyliśmy sobie wyjazd świąteczny.Dopiero jutro rano ruszamy do domu! Dobrze nam tutaj, chociaż tęsknię za swoim domkiem: ulubionym kubkiem, własnym łóżkiem, dużą wanną... 

Zainteresował mnie dziś artykuł w wyborczej o żłobkach. Generalnie ustaliliśmy z Mężem, że zostanę z Jasiem w domu do roku i nie widzimy problemu, żeby później przekazać go pod zorganizowaną opiekę. Nie wiem tylko czy to się będzie opłacało i czy będą miejsca? Może powinnam Młodego już zapisać, albo zgłosić? Myślę, że uzależnienie opłat od wysokości zarobków to dobry pomysł. Tylko Państwo też mogłoby jakoś wesprzeć młode mamy. Dlaczego nikt realnie nie zachęca kobiet do rodzenia dzieci? Samo gadanie nic nie daje...

Nic ostatnio nie gotowałam, żadnej kartki nie "spłodziłam". Chodzę za to na długie spacery...

czwartek, 21 kwietnia 2011

Pakowanie...

Jestem już na wyjeździe świątecznym! Udało nam się jakoś spakować, chociaż to graniczyło z cudem. Nasza trójka, a właściwie czwórka, bo jest jeszcze kot, potrzebuje mnóstwa rzeczy!!! Dla dziecka łóżeczko turystyczne, ciuchy, paczka pampersów, butelki, podgrzewacz, trochę jedzenia (kupię na miejscu), leżaczek, matę edukacyjną, no i wózek. Kot na szczęście ma dodatkową kuwetę tu na miejscu, ale jedzenie i miski trzeba mu zaprać. Zapomniałam o drapaku... Dla mnie tylko trochę ciuchów (trochę, bo tylko trochę mam, jeszcze nie mieszczę się we wszystko sprzed ciąży) i kosmetyki. Mąż ma dodatkową torbę, bo zawsze jak przyjeżdżamy chodzi na siatkówkę. Oprócz naszych rzeczy wieźliśmy wieżę dla teściów, którą udało nam się kupić przed wyjazdem, oraz prezent w postaci tablicy do pisania dla mojego chrześniaka. Uff...Stwierdziliśmy, że chyba będziemy musieli kupić nowe auto, koniecznie KOMBI...HEHEH... 
Przedwczoraj zrobiłam jeszcze karteczkę na urodziny dla kuzynki męża.

Nie wiem czy będę miała jeszcze czas pisać, w związku z tym życzę wszystkim odwiedzającym mojego bloga 
dużo zdrowia w te święta, mnóstwo słońca, radości i spotkań w gronie najbliższych!