piątek, 31 grudnia 2010

Przepis na udany rok 2011 !!!

Niech Nowy Rok przyniesie radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń. A gdy się one już spełnia nich dorzuci garść nowych marzeń, bo tylko one nadają życiu sens. W Nowym Roku wielu tylko szczęśliwych  chwil.




Życzę wszystkim takich widoków, a nawet lepszych!!! 

Tymczasem podaję przepis na udany 2011 rok (dzięki Asiu):

Bierzemy 12 miesięcy. Oczyszczamy je dokładnie z goryczy, chciwości,
małostkowości i lęku, po czym rozkładamy każdy miesiąc na 30 lub 31 części
tak, aby zapasu wystarczyło dokładnie na cały rok.

Do każdego dnia dodajemy po kawałku pracy, pogody i humoru.

Do tego dodajemy miarkę nagromadzonego optymizmu, odrobinę magii, szczyptę
przygody, opakowanie pełne pasji, trochę kompromisu i tolerancji, 3 łyżeczki
wrażliwości doprawione ziarenkiem ironii i odrobiną taktu.

Wszystkie składniki mieszamy. Następnie całą masę polewamy dokładnie dużą
ilością miłości.
Gotową potrawę przyozdabiamy bukietem życzliwości i podajemy codziennie z
radością i filiżanką dobrej orzeźwiającej herbaty.

A na koniec kolejne dwie kartki, zrobione dzisiaj:


 


czwartek, 30 grudnia 2010

Krótko...

Wczoraj wieczorem zrobiłam kartkę na imieniny na siostrzeńca Męża. Chłopak lubi koty, tak jak ja, stąd ten motyw.


środa, 29 grudnia 2010

Wyczekiwanie na maleństwo

Zrobiłam jeszcze dwie karteczki na Dzień Babci, bo styczeń tuż, tuż, a ja mogę nie mieć później czasu. Mąż jest zaskoczony moją "twórczością" i zapałem, a żeby było śmiesznie planuję kolejne wzory.

Koniec przeziębienia?!

Czuję się już dużo lepiej. Nadal męczy mnie od czasu do czasu kaszel, ale generalnie jest ok. Co ciekawe, mam znowu normalną temperaturę. Tzn. w czasie ciąży miałam w granicach 37 stopni C, a teraz spadła mi temperatura do 36,6. Podobno to jeden z objawów zbliżającego się porodu... 
Wczoraj wieczorem poczułam przypływ sił witalnych i twórczych, więc stworzyłam karteczkę na urodziny Teściowej. Będą dopiero w styczniu, ale mogę nie mieć czasu, sił i chęci...Hehe


 Pomysł na taką rozkładaną kartkę znalazłam w internecie. Jak już wcześniej wspomniałam sporo przeglądam stron w poszukiwaniu inspiracji, ale niestety nie wiem teraz od kogo mam ten pomysł. W związku z tym, jeżeli ktoś tu zajrzy i stwierdzi, że to jego, albo wie, do kogo należą "prawa autorskie" to proszę o kontakt. Umieszczę wtedy stosowną informację.

niedziela, 26 grudnia 2010

Dlaczego teraz?!

No i przeziębienie także nas dopadło! Wigilia była ok, ale w pierwszy dzień świąt teściowa źle się poczuła. Teść z mężem poszli na najbliższą stację kupić jakiś lek przeciwgorączkowy, taki, żeby jej nie uczulał. Kupili dwa rodzaje i jak się okazało dobrze zrobili. Dzisiaj to już cała nasza czwórka czuje się fatalnie. Teściowie wrócili do siebie, a Mąż dogorywa z gorączką w salonie. Jak przez noc mu nie przejdzie to rano idę wykupić receptę na antybiotyk. Ja to mam gorzej, bo w 40 tygodniu ciąży wolałabym nic nie łykać. Udawało mi się nie brać żadnego świństwa przez całą ciążę, więc i teraz nie chcę małego truć. Piję ciepłą wodę z cytryną i miodem i modlę się, żeby mi się nie pogorszyło. Uff... Nie może być za fajnie..?
W wigilię było tak miło, smaczna kolacja i sporo fajnych prezentów:)
Nic nie gotowałam przez te 3 dni, bo w końcu święta są po to, żeby nic nie robić, poza leniuchowaniem. Mamy taki zwyczaj, że jemy tylko to, co zostało wcześniej przygotowane. Mam jeszcze zamrożone pierogi i pasztet. Oj pasztet to ja uwielbiam, teściowa robi genialny... Kiedyś się odważę i sama spróbuję go zrobić, według jej wskazówek, rzecz jasna.
Krótki ten post, ale nie mam już siły siedzieć przy kompie.

czwartek, 23 grudnia 2010

Życzenia przez sms

Jutro należałoby wyłączyć telefony komórkowe. Spodziewam się od samego rana powodzi smsów z życzeniami! Od dwóch dni mam zapychaną skrzynkę e-mailową z kartkami świątecznymi nawet od firm, do których wysłałam kiedyś np. zapytanie o ofertę!!! Mają mnie w bazie i takim oto sposobem znalazłam się w grupie "wybrańców"!!!ZGROZA. Szkoda, że zanika zwyczaj wysyłania kartek pocztowych. W tym roku dostaliśmy 5 sztuk i muszę przyznać, że bardzo się z tego cieszę. No ale to wymaga trochę czasu (pójście do sklepu, wybranie, wypisanie i wysłanie) i wysiłku... Nie oczekuję, że to będą ręcznie robione kartki, bo to tylko ja w tym roku miałam na to czas. Muszę się przyznać, że potrafię zachować kartkę, która się jakoś wyróżnia (kolorem, formą, albo życzeniami). Chyba jestem sentymentalna.
Dziś zrobiłam na wyraźną PROŚBĘ Męża murzynka rodzinnego. Wczoraj uzgodniłam przepis z Teściową, żeby uniknąć wpadki. 

MURZYNEK RODZINNY

Składniki: 
  • 1 kostka margaryny KASIA
  • 2 szklanki mąki
  • 2 szklanki cukru
  • 3 jajka
  • ¾ szklanki wody
  •  3 łyżki kakao czubate
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki soli
  • aromat rumowy
  • wiórki kokosowe
Wykonanie:

Roztapiam KASIĘ z wodą, cukrem, kakao i zapachem rumowym. Odlewam ½  ewentualnie ¾ szklanki (będzie do polania upieczonego ciasta). Studzę masę.
Mieszam mąkę, jajka, sól i proszek do pieczenia. Dodaję ostudzoną masę, wszystko miksuję (można dodać troszkę wody jeśli jest za gęsta masa).
Foremkę smaruję tłuszczem (Kasia) i posypuję bułką tartą. Do takiej formy wlewam ciasto. Wstawiam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na jakieś 30-40 minut. Trzeba sprawdzać patyczkiem, czy ciasto jest jeszcze „mokre”.
 Brakuje na zdjęciach aromatu rumowego i wiórek kokosowych.
Na zdjęciu jest dodatkowa porcja. Okazało się, że moja forma jest ciut za mała na całe ciasto, więc nadwyżkę przelałam na talerz do tarty. Po upieczeniu wyjęłam i posmarowałam odłożoną wcześniej polewą (te 1/2 lub 2/3 szklanki). Posypałam też wiórkami kokosowymi jak radziła mi Teściowa :)
Mąż już spróbował i okazało się, że ciasto wyszło idealnie. Uff...

środa, 22 grudnia 2010

Marudzenie ciężarnej

Nie mogę się skupić na zbliżających się świętach. No nie mogę i już. Chodzę jakaś taka poddenerwowana, wszystko mnie irytuje, na pytania jak się czuję odpowiadam: jak kobieta w 9 miesiącu ciąży. Przeprowadziłam rozmowę serca z rozumem, czy chciałabym urodzić jeszcze w grudniu, czy lepiej po terminie w styczniu. Serce domaga się dziecka już, teraz, natychmiast! Śnię, że jadę do szpitala, że rodzę, że przewijam, przytulam, karmię, przywożę do domu itd. Rozum mówi: spokojnie, wszystko w swoim czasie, dziecko to odpowiedzialność, nie przespane noce, totalne zmęczenie, więc odpoczywaj póki możesz. Zresztą, dzieciom urodzonym na początku roku jest łatwiej, przynajmniej w pierwszych latach życia. I z tej rozmowy morał jest taki, że cokolwiek wybiorę, czy pokieruję się sercem czy rozumem, to DZIECKO ZDECYDUJE, kiedy zechce się pojawić na tym świecie....
Jest coś co mnie ostatnio angażuje na tyle, żeby zapomnieć o ciąży. To scrapbooking. Czytam blogi, zaglądam na portale poświęcone tej tematyce, chodzę po sklepach internetowych i zastanawiam się, czy czegoś nie zamówić. Zaczęło się jakiś miesiąc temu, gdy postanowiłam zrobić kartki świąteczne. Wciągnęło mnie to na maksa, chociaż z profesjonalnym scrapowaniem niewiele ma to wspólnego. Póki co ćwiczę różne cudeńka. Udało mi się zrobić kwiatki z papieru, ale już kartki kopertowej nie! Wszystko przez to, że nie mam profesjonalnego papieru, korzystam z arkuszy z Empiku i bloku technicznego. Zobaczę, czy po urodzeniu dziecka nadal będę miała ochotę na taką zabawę. Jeśli tak, to wtedy wydam trochę kasy! Oj tak!

Kartka powstała na urodziny, wykorzystałam kilka kolorowych kartek, specjalną taśmę dwustronną dystancyjną, klej Magic,oczywiście nożyczki, linijkę, cyrkiel, dziurkacz.

Kwiatki miały być do kartki kopertowej, ale się nie udała...:(

piątek, 17 grudnia 2010

Książki 2010...

Wszystkie prezenty zakupione, zapakowane, przekazane, bądź też wysłane! Uff...
Chciałabym się odnieść do wszelkich list publikowanych w sieci, typu: 100 książek, które trzeba przeczytać, albo 100 filmów które warto zobaczyć. Problem z tego typu specyfikacjami jest tego typu, że trudno znaleźć jakieś obiektywne kryterium. Bo co ma być wyznacznikiem? Często brane są pod uwagę nagrody, które dzieło lub twórca otrzymał. Wszystko ok, ale sporo tych "arcydzieł" jest nudna jak flaki z olejem, tematyka dawno nieaktualna, a jeśli mowa o filmie to technicznie dawno w polu. 
Każdy z nas zwraca na coś innego uwagę w filmach, czy książkach, każdy z nas miał sytuację, że polecono mu coś do przeczytania lub obejrzenia i był rozczarowany. Owszem można uznać, że istnieje zbiór dzieł, które są klasyką i nigdy, ale to NIGDY się nie zestarzeją. Wątpię jedynie, czy jest ich aż 100!
Pokuszę się o zrobienie rachunku sumienia, jeśli chodzi o książki i filmy Anno Domini 2010. 
Sporo ich "połknęłam" z racji tego, że przez 2 miesiące musiałam leżeć z uwagi na zagrożoną ciążę. Był maj, czerwiec i straszne upały. Miałam rozłożony leżak na balkonie, na stoliku zimną wodę i codziennie świeże owoce dostarczane z pobliskiego warzywniaka przez kochanego męża. W takiej atmosferze cudownie czytało się cykl Marleny de Blasi, który teraz można kupić w pakiecie w Empiku. To historia jej życia, ale ponieważ jest kucharką, to nie brakuje przepisów kulinarnych. I to nie byle jakich, bo z kuchni włoskiej. Mniam... Ostrzegam tylko, że czytając będziecie cały czas głodni, ślinka cieknie okropnie :)
Chyba każdy z nas marzy, aby gdzieś pojechać i przeżyć przygodę. Nie zawsze jest to możliwe z różnych powodów, więc polecam książki podróżnicze. Wciągnęliśmy się z Mężem w opowieści pana Wojtka Cejrowskiego. To kontrowersyjna postać, ale genialnie opisuje swoje perypetie podróżnicze. Z łatwością przybliża daleki świat, tak kolorowy, egzotyczny, ale również niebezpieczny. Nie wiem, która z książek była najciekawsza, każda sprawiła, że zapominałam o "bożym świecie". (Gringo wśród dzikich plemion, Rio Anaconda).
Tych przeczytanych książek był DUŻO więcej, może wspomnę innym razem.
Dziś prosty przepis na szybką słodką przekąskę.

 CIASTECZKA FRANCUSKIE

Potrzebne:
  • gotowe ciasto francuskie
  • nadzienie: np. kostki czekolady, Nutella, mus owocowy, itd
  • jajko
Wykonanie:
Ciasto francuskie odmrażam i kroję na trójkąty. Nakładam to co lubię, mam w danej chwili w domu, najczęściej kawałki mlecznej czekolady, albo mus jabłkowy Babci Danuty. Zwijam jakoś tam, nigdy nie wychodzą mi ładne rogaliki, smaruję roztrzepanym żółtkiem jajka i wkładam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na jakieś 15-20 minut. Gotowe!

To porcja, którą sama zjadłam...
Szybkie, proste i smaczne pod warunkiem, że ktoś lubi ciasto francuskie;D

wtorek, 14 grudnia 2010

Lenistwo

Nie chciało mi się ostatnio pisać niczego, nie mam za bardzo czym się pochwalić. Właściwie to powinnam przemilczeć ostatnią porażkę. Zbliżają się święta, więc ustaliłam z teściową potrawy, które ona przywiezie. Stanęło na tym, że zrobię barszcz czerwony, sałatkę, piernik, zakupię jakieś słodycze, pieczywo i inne dodatki. No i o ten barszcz się rozchodzi. Znalazłam przepis w necie, kupiłam produkty i gotowałam ponad dwie godziny. W tym czasie zrobiłam jeszcze paszteciki z kapustą i grzybami. Wszystko wyszło OHYDNE. Może wyjdzie tak, że barszcz będzie z reklamy, czyli Knorr?! Planuję spróbować jeszcze raz podejść do gotowania barszczu, ale te paszteciki...Ja to mam generalnie problem z wyrabianiem ciasta, nie wiem jaki błąd robię, że zawsze ciasto jest takie...twarde! Niestety nie wyniosłam umiejętności gotowania z domu, a wszelkie rady mamy czy siostry (jest z wykształcenia kucharzem) kończą się tak samo. " No przecież to proste, dodaj trochę x, trochę y, wyrabiaj jakiś czas i gotowe!!!". Grr... jak mnie coś takiego wkurza.

Oto jedna część moich pasztecików: 
 
A to przepis na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę zmierzyć się z problemem: 

PASZTECIKI WIGILIJNE

FARSZ: 
  • 1kg kapusty kiszonej
  • Grzyby suszone
  • sól, bułka tarta, pieprz, ziele angielskie

CIASTO:
  • 4 szklanki mąki
  • 125 ml ciepłego mleka
  • 2 jajka
  • 25 g drożdży
  • ½ kostki masła
  • Szczypta soli


Etapy przygotowań:

FARSZ:  kapustę wypłukać (jeśli zbyt kwaśna i słona) dolać do niej szklankę wody i przyprawy (bez soli) - gotować do miękkości. W tym czasie zalać grzyby niewielką ilością wrzątku i moczyć je około 30 min, posiekać, odlać połowę wody z kapusty i dodać do niej pokrojone grzyby z wodą w której się moczyły. Gotować do miękkości - zmielić, doprawić i jeśli jest zbyt luźny zagęścić bułką tartą.

CIASTO:
do mąki dodajemy ciepłe mleko i wkruszamy drożdże i czekamy aż zaczyn "ruszy". Dodajemy 1 całe jajko i 1 białko - żółtko zostawiamy do posmarowania pasztecików... Dodajemy następnie masło i wyrabiamy ciasto tak aby odstawało od ręki. Wałkujemy, nakładamy farsz i formujemy paszteciki. Odstawiamy na kwadrans do wyrośnięcia po nałożeniu farszu. Pieczemy w 180'C posmarowane żółtkiem z niewielką ilością mleka około 20-30 min.

sobota, 4 grudnia 2010

Goście, goście...

Przeginam ostatnio. Ciągle myślę o dziecko i wszystkim, co z tym związane. Nawet sny mam związane z porodem, karmieniem, pielęgnacją! Wczoraj pani dr stwierdziła, że Jaś waży już 3 kg, ułożony jest główką w dół, ale nie zapowiada się, żebym urodziła przed czasem! Teraz to już nie chodzę, tylko raczej się toczę. Przytyłam do tej pory 12,5 kg, czyli nie najgorzej. Podobno wczoraj  lekarza była kobieta w dziewiątym miesiącu, która waży 150 kg!!! Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić, tzn. umiem i to mnie przeraża!!!
Dobrze, że jeszcze jestem na chodzie, bo siedzimy w domku i możemy przyjmować odwiedziny rodziny i  przyjaciół. Mam czas i chęć coś upichcić. Potem może nie będę miała sił? Teraz jest miło i sympatycznie. 
Wczoraj zrobiłam sernik według przepisu przyjaciółki Paulinki (dziękuję i pozdrawiam).

SERNIK PAULINY

Składniki:
Ciasto na spód: 
  •     1 szklanka mąki
  •      1/3 szklanki cukru
  •       1/3 kostki masła lub marg.
  •      1 żółtko
  •       1/2 łyżeczki proszku 
  •    1/3 cukru waniliowego
Masa twarogowa:
·          70 dkg twarogu
·          1 szklanka cukru
·          3 jajka
·          1/2 szklanki oleju
·          1/2 szklanki mleka
·          sok z połowy lub całej cytryny
·          1 budyń śmietankowy


Wykonanie:
Wszystkie składniki na ciasto ugniatasz razem, aż będzie jednolite i wylepiasz nim spód blachy. Potem mieszasz ze sobą składniki na masę, aż nie będzie grudek. Wylewasz masę na ciasto i wstawiasz do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na ok.1h10m-1h20m. Można do masy dodać brzoskwinie z puszki pokrojone w kostkę. Na wierzch wylałam polewę czekoladową...




Smacznego!!!

środa, 1 grudnia 2010

Biało za oknem:)

No i mamy grudzień. Za oknem biało i generalnie zimno. Czas myśleć o świętach, które w tym roku zapowiadają się nietypowo. Wszystko przez to, że jestem w zaawansowanej ciąży. Nie wybieramy się z Mężem do rodziców, tylko rodzice przyjadą do nas. Oczywiście zastanawiamy się czy do Wigilii nie urodzę... Przygotowanie kolacji świątecznej przerasta moje możliwości, od lat jeździłam na tzw. gotowe. Postawiliśmy rodziców pod ścianą i będą zmuszeni wszystko przywieźć. He he he... No dobra coś zrobimy, tylko jeszcze nie wiem dokładnie co by to mogło być. Babcia nauczyła mnie ostatnio piernika, więc "coś" umiem, tylko to trochę za mało...

PIERNIK BABCI DANUTY
Składniki:
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 1/2 kostki margaryny
  • 200g miodu
  • niepełna szklanka cukru
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka kakao
  • 3 łyżeczki płaskie proszku do pieczenia
  • przyprawa do piernika 
Wykonanie: 
1. Na początek topię margarynę z miodem.
2. Przelewam do miski, dodaję cukier, jajka. Mieszam.
3. Dodaję stopniowo mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, powoli dolewam mleko.
4. Przesiewam kakao, wsypuję przyprawę do piernika. Dokładnie mieszam.
5. Formę smaruję margaryną i posypuję bułką tartą.
6. Przelewam masę do formy i wkładam do nagrzanego do 200 stopni piekarnika.
7. Piekę ok. 40 minut.



niedziela, 28 listopada 2010

Oznaki dorosłości

Po czym poznać, że to już?!
  • Ze 130 dni wakacji przechodzisz nagle na 20.
  • Nie wiesz, o której zamykają McDonaldsa.
  • Masz więcej żarcia niż piwa w lodówce.
  • Zjadasz śniadanie w porze śniadania.
  • Zjedzenie kubełka skrzydełek z kurczaka o trzeciej nad ranem powoduje potężną niestrawność, zamiast ukoić żołądek.
  • Butelka wina za 8 zł to nie jest już "całkiem niezły alkoholik".
  • To ty dzwonisz na policję z powodu zbyt głośnej muzyki u sąsiadów.
Coś w tym jest! :D:D:D

Ciągle myślę o jedzeniu. Zasypiam i marzę o lodach z McDonaldsa z polewą czekoladową, budzę się i wymyślam co by tu zrobić na śniadanie, potem kombinuję coś do kawy, w trakcie picia kawy wymyślam obiad....itd., itp.
Dziś wymyśliłam sobie, że zrobię kruche ciasteczka. Raz, dwa, trzy i już! Przepis prosty, a jaka satysfakcja. Przygotowanie zajęło jakieś 15 minut + 30 minut na odstawienie do lodówki. Dobrze coś czasem pozagniatać...

KRUCHE CIASTECZKA

Składniki:
  • 250g mąki
  • 90g miałkiego cukru
  • szczypta soli
  • 150g masła posiekanego
  • 2 żółtka
  • cukier puder
Wykonanie:
Zrobiłam ciastka z połowy podanych wyżej składników!
Do dużej miski przesiałam mąkę, cukier i sól, dodałam masło, utarłam ręką. Dodałam żółtko i wyrobiłam, aż ciasto zrobiło się gładkie. Zawinęłam w folię i wstawiłam do lodówki na 30 minut.
Potem rozwałkowałam na cienki placek i foremkami wykroiłam ciasteczka. Ułożyłam je na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Piekłam w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez 15 minut. Potem odstawiłam do ostygnięcia i posypałam cukrem pudrem. Mniammm...

sobota, 27 listopada 2010

Zima tuż, tuż...

Dzisiaj po przebudzeniu zauważyłam, że w Poznaniu spadł śnieg. Trudno mi ocenić, czy się ucieszyłam, czy zmartwiłam. Jedynie Mąż z satysfakcją stwierdził, że w tym roku będzie nam łatwiej, bo od tygodnia wynajmujemy garaż. Taki news!
Przez dłuższy czas nie miałam czasu, ani pisać, ani wymyślać potraw, bo moja mamuśka przyjechała z wizytą. Miała okazję poznać nasze życie trochę lepiej, bo to pierwsza wizyta taka dłuższa po ślubie. Chodziłyśmy po sklepach (głównie dziecięcych), oglądałyśmy stare zdjęcia i filmy z młodości, były wspólne kawki, wieczorem piła koniaczek z Mężem. Wyprałam wszystkie ciuszki dla Maleństwa, więc pomogła mi z prasowaniem całej sterty! Sama przyznała, że wypoczęła maksymalnie. Była jedynie zawiedziona, że Tobi się nie chciał z nią bawić...
Miałam trochę wolnego, gdy mama oglądała serial, np. Modę na sukces, Samo życie, itp. W tym czasie robiłam kartki świąteczne. Nawet nie sądziłam, że mogę mieć z tego taką frajdę. Wyszło by taniej, gdybym zamówiła przez neta, albo kupiła na poczcie, ale uczucie satysfakcji - bezcenne. Przyznaję jednak, że trochę ograniczałam się w zakupie materiałów, więc te kartki takie trochę proste. Zresztą - każdy niech oceni sam.

KARTKI ŚWIĄTECZNE 2010




Wykorzystałam:

  • kolorowe arkusze papieru (każdy sklep papierniczy ma takie) - ja miałam biały, czerwony, zielony i złoty
  • naklejki gwiazdki złote i srebrne
  • pewny rodzaj gąbki z której wycinałam choinki
  • klej Magic
  • tasiemki (z pasmanterii, chociaż były też w Empiku, ale droższe)
  • nożyczki, cyrkiel, linijka
  • dziurkacz z motywem aniołka
To chyba wszystko...Żeby było śmiesznie, ciągle mam pomysły na nowe wzory, tylko już nie potrzebuję nowych kartek...Chyba zacznę wymyślać wzory na Wielkanoc, albo zrobię zaproszenia na chrzest jeszcze nie narodzonego synka??!!

środa, 17 listopada 2010

Robótki plastyczne?

Wczoraj wpadłam na pomysł zrobienia kartek świątecznych. Tak, tak...Samodzielnie, własnoręcznie, zapewne nieudolnie. Pomyślałam, że w ten sposób wyżyję się manualnie, a może kartka w takiej formie zwróci uwagę adresatów i nie wyląduje od razu w koszu?! Sama bardzo lubię odbierać tradycyjne kartki świąteczne, to co innego niż SMS lub e mail. Zaczęłam poszukiwać inspiracji, bardziej tego co będzie mi potrzebne, niż gotowych wzorów. Jest taka fajna stronka www.swiatpasji.pl, na której można kupić wszystko co potrzebne. Jest tego tyle, że aż trudno się zdecydować. Najbardziej nie lubię czekać na realizację zamówienia, dlatego idę jutro do najbliższej galerii i postaram się tam wszystko kupić. Jeśli mi się nie uda, to trudno, wtedy złożę zamówienie. Uff...Ciągle wymyślam jakieś wzory w głowie i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wcielić je w życie!!!

Póki co wyżywam się kulinarnie. Dziś na obiad zrobiłam pseudo risotto, a potem czekoladowe kuleczki i ten przepis podam. Skorzystałam z ulotki z Ikea:) Porcja na 15-20 kuleczek, ja dziś zrobiłam z połowy składników.

KULECZKI CZEKOLADOWE

Składniki:
  •  100g masła
  • 100ml cukru
  • 3 łyżki stołowe kakao
  • 300g płatków owsianych
  • 3 łyżki stołowe mocnej ostudzonej kawy
  • wiórki kokosowe (ew. cukier)
Wykonanie: 
W naczyniu wymieszać: masło, cukier, kakao, płatki owsiane oraz kawę. Z powstałej masy formować małe kuleczki, a każdą z nich obtoczyć w wiórkach kokosowych (lub w cukrze).

Przed podaniem kuleczki należy włożyć do lodówki przynajmniej na pół godziny. 



Kuleczki wyszły smaczne, a co najważniejsze, robi się je ekspresowo!

poniedziałek, 15 listopada 2010

Ach ci faceci...

Jak mnie irytuje gadanie facetów o "dupach"! Widzi taki wijącą się Nicole Scherzinger, albo Kathy Perry i zaczyna się wywód co on by z nią nie zrobił. Inna sprawa, że traktują ją przedmiotowo, ale to są dziewczyny o takim, a nie innym wizerunku, więc chyba wiedzą na co się piszą. Ja rozumiem, że każdy facet musi pokazać jaki to z niego macho. Spoko, we własnym męskim gronie hulaj dusza. Ale na Boga: dlaczego dają te komentarze w towarzystwie swoich partnerek,  żon?! Czy to ma być dla nas komunikat: znudziłaś mi się, gdybyś wyglądała jak laska X, to wtedy..., albo gdybyś zachowywała się, jak panna Y, to byłbym szczęśliwy?? Nie wiem, nie czuję tego schematu. Do tego, oni się z tych  swoich towarzyszek życia nabijają, gdy te odważą się zwrócić im uwagę...Zgroza. Typowy brak wyczucia i zrozumienia kobiecej psychiki. Jeśli kobieta ma właśnie gorszy dzień, pomyśli sobie, że jest do niczego, że on jej nie kocha, pewnie zdradza, albo ma taki zamiar...Niby wiadomo, że często na gadaniu się tych "kogutów" kończy, ale ...No właśnie, po co to znęcanie?!? 
Jakoś mi do głowy nie przyszło, żeby komentować klatę i "kaloryfer" jakiegoś faceta przy mężu przy koleżankach. Wiem, że czułby się niezręcznie, czułby się w obowiązku wciągać "oponkę".

Muszę się pochwalić, że pierwszy raz w życiu udało mi się zrobić dobry, smaczny rosół. Mąż zadowolony na maksa, bo trafiłam na jego kaca...Ale dziś przepis na mega smaczną tortillę.

TORTILLA DOMOWA

Składniki:
  • placki WRAPSY
  • pierś z kurczaka
  • sałata
  • ogórek
  • pomidor
  • cebula 
  • jogurt naturalny
  • pół papryki
  • oliwa (lub olej)
  • sól, pieprz
Wykonanie:
Pierś z kurczaka kroję na małe kawałki i podsmażam na oliwie.
Sos: Ogórek ścieram na tarce o dużych oczkach. Solę, odstawiam na kilka minut, potem odcedzam. Dodaję jogurt, solę, pieprzę.
Pomidora,cebulę i paprykę kroję na paseczki, sałatę rwę.
Na suchej patelni rozgrzewam placek, smaruję sosem, nakładam sałatę, kawałki pomidora i papryki, kurczaka. Zawijam. Podaję od razu i szykuję kolejną tortillę.



wtorek, 9 listopada 2010

Dobre wieści :)

Jakiś czas nie pisałam, ani nie gotowałam. Wizyta u rodzinki przedłużyła się do tygodnia ( z dwóch dni...). 
Dzisiaj byłam na wizycie kontrolnej u swojej pani ginekolog, która zapewniła mnie, że z Jasiem wszystko ok. Na samym początku stwierdziła, że jest bardzo duży, wygląda na 35 tydzień (jestem w 33!), ale potem sprawdziła dokładniej i wyszło trochę lepiej. Mały waży w tej chwili 2100g. Wow. Generalnie czuję się dobrze, chociaż szybko się męczę, a wieczorami bolą mnie plecy. Pani dr stwierdziła, że chciałaby, żeby wszystkie "jej" ciężarne w taki sposób przechodziły ciążę. Biorąc pod uwagę, że na początku było zagrożenie poronienia, to teraz jest super. Muszę się przyznać, że już się nie mogę doczekać, kiedy Janek będzie na świecie. :):):)

Jeśli chodzi o jedzenie...Myślę o nim ciągle....
Podaję kolejny przepis na szybkie danie, a do tego wartościowe.


MAKARON ZE SZPINAKIEM

Składniki:
  • opakowanie mrożonego szpinaku (rozdrobniony)
  • serek topiony ( najlepiej 2 sztuki, paprykowy)
  • cebula
  • oliwa z oliwek
  • makaron z pełnych ziaren
  • przyprawy (sól, pieprz, papryka ostra)
Wykonanie:

Zaczynam od podsmażenia na oliwie poszatkowanej cebuli. Potem dodaję połamane opakowanie szpinaku i podgrzewam, aż się rozpuści.
W tym czasie gotuję makaron. 
Do szpinaku dodaję serki topione i przyprawy.
Odcedzam makaron i dodaję do masy szpinakowej.
Danie nakładam na talerze i gotowe.

W zależności ile dam makaronu tyle wychodzi porcji. Najczęściej daję połowę opakowania i cały szpinak na 2 osoby. Są to wtedy MEGA porcje.

czwartek, 28 października 2010

MEN i jego pomysły

Temat żłobka i przedszkola jeszcze mnie nie dotyczy, ale obawiam się, że zacznie interesować szybciej niż się spodziewam. Od jakiegoś czasu z niepokojem śledzę w prasie doniesienia MEN o wszelkich zmianach. Okazuje się, że niedługo pięciolatki pójdą do szkoły, dwulatki do przedszkola, a 3 miesięczne dzieci będzie można oddać do żłobka. Tylko po co my to wszystko przyspieszamy? Generalnie można, pod warunkiem, że będzie dostosowane do rozwoju dziecka. Tylko czy w Polsce jest to możliwe? Bo przepisy łatwo zmienić, ale zainwestować konkretną kasę - niekoniecznie.
Polecam świetny artykuł w wyborczej:
http://wyborcza.pl/1,75515,8572690,Plastelino_wroc__Pieciolatki_szykuja_sie_do_szkoly.html?as=1&startsz=x

A na obiad polecam zapiekankę brokułową.

ZAPIEKANKA BROKUŁOWA

Składniki:

  • Mięso mielone z indyka
  • Brokuł
  • Jajko
  • Trochę mleka, bądź śmietany, albo jogurtu naturalnego
  • Oliwa
  • Cebula
  • Ser żółty
  • Przyprawy: sól, pieprz, tymianek, oregano, bazylia, papryka ostra
Wykonanie: 
Podsmażam na oliwie poszatkowaną cebulę, dodaję mięso.
W tym czasie wrzucam na 5 minut brokuł do wrzątku. Odcedzam i dodaję do mięsa. Mieszam, przyprawiam.
Mieszam jajko, albo dwa z odrobiną mleka.
Formę żaroodporną smaruję np. margaryną i posypuję bułką tartą, wrzucam mięso z brokułem, zalewam masą jajeczną, posypuję serem żółtym.
Wkładam do rozgrzanego piekarnika do 180stopni na jakieś 15 minut. Potem zdejmuję pokrywkę na następne 5 minut, alby ser się ładnie zarumienił. Gotowe!



środa, 27 października 2010

Praca u kogoś czy u siebie?!?

To bardzo ważne pytanie. W tej chwili zastanawiamy się z Mężem czy zaryzykować i otworzyć własną firmę, czy może lepiej iść na etat. Tak chyba jest prościej i wygodniej. Wszyscy powtarzają, że mając własny biznes jest się w pracy przez 24h. Fakt, pracuje się na własny rachunek, więc satysfakcja większa, ale też lepsza motywacja do włożenia większego wysiłku. Pytanie tylko, czy teraz, jak się spodziewamy dziecka, to dobry czas na taki dodatkowy stres? Pytanie jak szybko firma zacznie zarabiać na tyle, żeby naszą powiększoną familię utrzymać? Czy będzie wystarczająca liczba zleceń? Czy Mąż znajdzie czas, żeby mi pomóc (w końcu to nasze pierwsze dziecko i też nie wiem co i jak), ale przede wszystkim czy nie przegapi najfajniejszych momentów rozwoju? Jest perfekcjonistą, boję się, że to go wykończy nerwowo. Może Go nie doceniam? Może jednak trzeba zaryzykować, zgodnie z mottem: kto nie ryzykuje ten nie ma?

A tak dywagując na trudne tematy warto pamiętać, że trzeba jeść. Najlepiej smacznie i zdrowo! Polecam zapiekankę, przepis Pascal Brodnickiego zmodyfikowałam...

ZAPIEKANKA PASCALA
Składniki: 
  • 300g makaronu, najlepiej pełnoziarnistego typu kolanka
  • kostka rosołowa
  • cebula
  • kilka plasterków szynki
  • serek topiony, najlepiej paprykowy
  • mała puszka zielonego groszku
  • pomidor
  • przyprawy: sól, pieprz, papryka ostra, bazylia, tymianek, oregano
  • oliwa z oliwek
  • ser żółty 
  • margaryna do posmarowania
  • bułka tarta
Wykonanie: 

Zaczynam od ugotowania makaronu z kostką rosołową. W tym czasie poszatkowaną cebulę podsmażam na oliwie, dodaję pokrojoną szynkę. Potem wsypuję pomidora, odcedzony groszek i serek topiony. Mieszam dokładnie i przyprawiam. Dodaję odcedzony makaron i znów mieszam. Formę żaroodporną smaruję np. margaryną i posypuję bułką tartą. Wkładam przygotowany makaron z dodatkami, posypuję serem żółtym i do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na jakieś 15 minut. Na kolejne 5 minut zdejmuję pokrywkę, żeby ser się ładnie przypiekł. Gotowe!

poniedziałek, 25 października 2010

Film na wieczór z ciasteczkami owsianymi!

Przez ostatnie trzy dni oglądałam filmy, na które abonament wykupił mi Mąż z okazji imienin. On wie, co mi sprawia frajdę. Najciekawszy był ten obejrzany wczoraj. Poleciła mi go jakiś czas temu przyjaciółka Paulina (dzięki Słonko). Chodzi o Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

czwartek, 21 października 2010

Huśtawka nastrojów "ciężarówki"

Nie wiem dlaczego, ale ostatnio nie czuję się sobą. Nigdy nie byłam tak niezdecydowana i płaczliwa jak teraz. Wiem, że to wina hormonów, w końcu jestem w ciąży, ale zaczynam mieć siebie dość. Wybór bułek w spożywczym to temat na przynajmniej 10 minut! Postanowiłam ostatnio kupić jakieś firanki i zasłonki do sypialni, która jest odnowiona przed pojawieniem się Maleństwa. Poświęciłam już kilka godzin na poszukiwania i nadal jestem w punkcie startu. Nic nie wiem. Tak samo, jak nie wiem co będę robić danego dnia. Nie wiem, czy iść na zakupy, czy do kina, a może w końcu zacząć sprzątać gruntownie kuchnię? A może zabrać się za uporządkowanie danych na komputerze swoim i Męża. Niby chcę zrobić wszystko i jeszcze więcej, ale nie wiem od czego zacząć. Rano jestem pełna optymizmu, w południe mam ochotę się popłakać, po obiedzie wszystko mnie denerwuje, po kolacji mam wszystko " w nosie". Jestem zmęczona. Mąż jest zajęty swoimi sprawami, ma własne problemy, zwala wszystko na ciążę. Takie ignorowanie też mnie wkurza! Ha ha ha
Śpię chyba za mało. Dziś obudziłam się po 5 rano. Przez godzinę wierciłam się, próbując zasnąć, ale się nie udało. Tym sposobem załapałam się na jeden z gorszych filmów ostatnimi czasy .Zdecydowanie odradzam. Drewniane aktorstwo, a od dydaktyzmu i przesłania, aż mnie zemdliło. Przestrzegam przed Próbą ogniową (http://www.hbo.pl/movie/proba ogniowa_529135).
A dziś przepis na szybkie danie, zdrowe i pożywne. Pod warunkiem, że macie w domu jakieś filety rybne. Ja zawsze kupuję więcej i trzymam w zamrażarce. Przepis jest od właścicieli sklepu rybnego Sumik na osiedlu, gdzie mieszkam.

RYBKA ANDZI Z SOSEM CHRZANOWYM

  1. Filety rybne rozmrażam (ja kupuję ostatnio dorsza, ale może być panga, tilapia itp.)
  2. Kładę na wysmarowaną oliwą blachę, solę, pieprzę, obkładam listkami czosnku oraz masełka. Można posypać też przyprawą do ryb.
  3. Wkładam do nagrzanego piekarnika na 200 stopni, aż się zrumieni (ok 15 minut)
W tak zwanym międzyczasie:
  1. Gotuję pół szklanki wody z warzywną kostką rosołową.
  2. Kiedy wrze wrzucam mały słoiczek chrzanu.
  3. Doprowadzam znów do wrzenia, powoli mieszając dodaję śmietanę 18% i powoli gotuję, aż zgęstnieje. Nieco pieprzu i soku z cytryny.
Sos na talerz, ryba na sos. Do tego można podać bagietkę, ryż, albo frytki. Co kto lubi.

środa, 20 października 2010

wtorek, 19 października 2010

Powrót do domu

Wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu. Spędziliśmy sobotę i niedzielę poza Poznaniem, u rodzinki. Było oczywiście miło i sympatycznie. Fajnie spotkać się z siostrą, miałam okazję zobaczyć niedawno urodzoną Klaudię. Tak...Moi rodzice jakoś nie mogą się przyzwyczaić do tego imienia, ale siostra wróciła z nią ze szpitala 2 tygodnie temu, więc dajmy im szansę. 
Nas też wszyscy pytają czy już jesteśmy pewni, jak damy na imię maluszkowi. Tak, zdecydowaliśmy, że to będzie Jan. Jasiu, Janek, Jachu (propozycja siostrzeńców Męża). Z wyborem imienia to całą historia. Jak tylko dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, usiedliśmy do książki z imionami i każde z nas osobno zrobiło listę, tych, które są "fajne". Potem porównaliśmy spis i zostały tylko te, które powtarzały się  u mnie i u Męża. Okazało się, że dla dziewczynki było nam łatwiej, chociaż dość szybko zdecydowaliśmy się na Ewę (chyba każdy kto oglądał film WALL-E to zrozumie). Z imieniem dla chłopca było trudniej, decyzję zostawiliśmy do chwili, aż poznamy płeć. No i w końcu doczekaliśmy się info, że to chłopiec. Były rozmowy, przekonywanie siebie nawzajem, dlaczego to, a nie tamto. Dosyć długo nie mogliśmy się zdecydować, pytaliśmy rodziców czy mają zastrzeżenia do któregoś z imion (tak, tak!), w końcu jakoś tak stanęło na JAN. Trochę później skojarzyliśmy, że nasi pradziadkowie tak mieli na imię. Ot i cała historia :)
Po powrocie chciałam zrobić coś szybkiego i pożywnego na obiad, więc stanęło na spaghetti, przepis z tvn. Zabrakło mi cebuli i selera naciowego, ale i bez tego danie jest smaczne. 

SPAGHETTI TVN

Składniki:
  • mięso mielone z indyka - ok 0,5kg (SOLIDNA porcja dla 2 osób)
  • puszka pomidorów bez skórki w puszce (latem można świeże)
  • seler naciowy
  • marchew (albo dwie)
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • oliwa z oliwek
  • przyprawy: sól, pieprz, oregano
  • makaron spaghetti - najlepiej z pełnego ziarna
Najpierw wstawiam wodę, żeby ugotować makaron. W tym czasie obieram i kroję cebulę, czosnek, marchewkę i seler naciowy (dziś nie miałam, więc nie dałam). Na patelni rozgrzewam oliwę, podsmażam chwilę czosnek, wyjmuję i smażę cebulę. Jak się zarumieni dodaję mięso. Jak już będzie usmażone, dodaję pozostałe warzywa, także pomidory z puszki. Dokładnie mieszam, przyprawiam i duszę około 15 minut. W tym czasie gotuję makaron i odcedzam. Jak sos jest gotowy to dokładam makaron, mieszam i nakładam na talerze.

Jak tak patrzę, to na talerzu nie wygląda to za smacznie...Warto jednak zrobić i spróbować, bo dobre, pożywne i nie wymaga wiele pracy :)

piątek, 15 października 2010

Poranna pobudka

Dziś miałam wątpliwą przyjemność wstać wcześnie rano, bo mój ukochany kotek głośno i wytrwale domagał się śniadania. Często w takiej sytuacji kładę się spać dalej, ale dzisiaj jakoś nie mogłam. Postanowiłam pójść po świeże bułeczki na śniadanie:)Potem wpadłam na pomysł, że warto byłoby upiec coś do przedpołudniowej kawki (ja to piję teraz tylko zbożową). Mam taki przepis na babkę, składniki raczej zawsze mam w domu, przygotowanie zajmuje jakieś 15 minut i właściwie ciasto robi się samo. Pieczenie zajmuje 1 godzinę. Zawsze jem jeszcze ciepłe. Tak jak teraz:):):)

SZYBKA BABKA

Składniki:
  • 1 szklanka cukru
  • 3 jajka
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1 cukier waniliowy
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 kostki margaryny
  • trochę kakao (1-2 łyżeczki)
Wykonanie:
  1. Cukier z jajkami zmiksuję na puszystą masę
  2. Stopniowo dodaję cukier waniliowy
  3. Dodaję roztopioną wcześniej i schłodzoną margarynę oraz mleko
  4. Wszystko dokładnie miksuję
  5. Dodaję mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i znowu dokładnie miksuję 
  6. Większą część ciasta wlewam do przygotowanej formy (tzn. wysmarowanej margaryną), resztę mieszam z kakao i wtedy przelewam do formy
  7. Piekę w temperaturze 170-190 stopni przez godzinę ( używam piekarnika z termoobiegiem, więc nie muszę przekładać formy, ani też sprawdzać czy ok)
 Na koniec posypałam ciasto cukrem pudrem, ale można zrobić jakąś polewę, albo zwyczajnie zjeść bez dodatkowych atrakcji.




czwartek, 14 października 2010

Takie tam...

Wczoraj wieczorem obejrzałam fragment filmu na HBO Miłosna ruletka. Dwie małżeńskie pary, Candy (Charlize Theron) i Roy (Patrick Swayze) oraz Darlene (Natasha Richardson) i Lonnie Earl (Billy Bob Thornton), przyjaźnią się od dawna, nic więc dziwnego, że chcą spędzić ze sobą wakacje. Celem ich podróży ma być Reno, gdzie odbywa się festiwal gigantycznych ciężarówek. Już na początku wycieczki okazuje się, że Candy i Lonnie Earl mają się ku sobie i udawanie, że jest inaczej, bardzo ich męczy. Namiętność bierze więc górę nad zdrowym rozsądkiem. Konsekwencje wakacyjnego romansu okazują się dużo poważniejsze, niż im się wydawało. Candy zachodzi w ciążę, a Roy dowiaduje się, że jest bezpłodny, Darlene na nowo odkrywa swoją kobiecość, a Lonnie ze stoickim spokojem znosi całe zamieszanie, którego jest powodem. Wybucha mega awantura, dochodzi do oczyszczających rozmów, wyjaśnień, a potem jest happy end. Zwariowana opowieść o mężach, żonach i kochankach. Soczyste dialogi, w epizodycznej roli pojawi się aktualna muza Pedro Almodovara, piękna Penélope Cruz. Warto było obejrzeć ten film chociażby ze względu na Patrick Swayze i Natasha Richardson, których już nie zobaczymy w żadnych nowych produkcjach. 
Zastanawiam się czy każda para bierze udział w zdradzie? W każdym serialu, filmie temat jest mocno eksploatowany. Pomijam Modę na sukces, gdzie każdy z każdym. Lubię polskie Usta Usta i niestety tam też po kolei się zdradzają. Niby ludzie się kochają, przysięgają wierność, a potem tłumaczą, że on/ona to mnie zaniedbuje/nie docenia itp. Bo to tylko seks, bo się upiłem/am, bo tak jakoś wyszło...Grr...
Zmienię lepiej temat, bo jakoś ponuro się zrobiło. Dziś na obiad zrobiłam polędwiczki według przepisu teściowej, z pieczonymi ziemniaczkami. Jako dodatek buraczki czerwone. Mąż stwierdził, że coś mnie nawiedziło z tym gotowaniem. Ha ha ha




POLĘDWICZKI TEŚCIOWEJ



Składniki: 
  • polędwiczki (2szt dla 2 osób)
  • przyprawy: sól, pieprz, tymianek, majeranek,rozmaryn, bazylia
  • ziemniaki (średnio 2 szt na osobę)
  • cebula
  • grzyby suszone 
  • oliwa
Na początku polędwiczki solę, pieprzę i posypuję majerankiem. Odstawiam do lodówki na jakieś pół godziny (ja przygotowałam rano, przed śniadaniem).
Grzeję piekarnik do 200 stopni (włączam termoobieg). Polędwiczki przekładam do rękawa do pieczenia, do którego wkładam kilka kawałków suszonych grzybów (sporo ich zebrałam ostatnio, więc dodaję gdzie się tylko da;]). Wstawiam do nagrzanego piekarnika na około 50 minut. Potem przekładam do garnka razem wytopionym tłuszczem, do którego dolewam troszkę śmietany.
W tym czasie ziemniaki obieram, myję, kroję na kawałki i wrzucam do gotującej się wody na 10 minut. Podgotowane ziemniaki odcedzam. 
W misce mieszam 2-3 łyżki oliwy z przyprawami i dodaję ziemniaki. Obtaczam dokładnie i przekładam na blachę. Wkładam do nagrzanego piekarnika na 20-30 minut (co jakiś czas warto przemieszać i sprawdzać czy są już miękkie).
Nakładam ziemniaki na talerz, kroję polędwiczki, polewam sosikiem i dodaję np. buraczki czerwone.






środa, 13 października 2010

Kilka słów powitania

Witam serdecznie,

Bardzo ciężko jest się przedstawić. W życiu realizujemy kilka ról społecznych, które jakoś tam nas opisują. Na początku byłam córką, potem siostrą. Jestem żoną, przyjaciółką. Niedługo zostanę mamą (a właściwie to powinnam napisać, że już  jestem). Jestem pedagogiem z wykształcenia. Jestem "Panią" mojego kota, nazywa się Tobi. Należę też do tych osób, które chyba nigdy nie pojmą na czym polega spalony w piłce nożnej. Z resztą nie, żeby mnie to jakoś szczególnie interesowało. W przeciwieństwie to męża, który  lubi każdy, sport a siatkówkę kocha. I nie ustaje w nauczeniu mnie zasad np. snookera. Kocham przyrodę, cieszę się, że tegoroczne wakacje spędziłam w dużej części w lesie nad jeziorem, na działce teściów. Muszę jednak zaznaczyć, że lubię mieć w pobliżu sklepy, targ, bo bez zakupów nie wyobrażam sobie życia. 
Zrobiła się już jesień, dni są coraz krótsze. Postanowiłam wieczory przeznaczyć na analizę zgromadzonych przepisów, aby następnego dnia je realizować. Zamierzam chwalić się na blogu moimi postępami. Oj mam nadzieję, że takie będą. Muszę się bowiem przyznać, że nie za bardzo ogarniam chaos kuchenny. Lubię dokładne przepisy, do szału doprowadzają mnie uwagi babci, mamy, czy siostry: trochę mąki, jajka 2-3, itd. Gotowanie zaczyna sprawiać frajdę, gdy coś wychodzi, ktoś pochwali. Do tego trzeba mieć jednak czas, nie znoszę pichcić pod presją. Na dobry początek podaję przepis na kotlety mielone z indyka w sosie kurkowym.



KOTLETY MIELONE Z INDYKA W SOSIE KURKOWYM
Składniki:
  • zmielona pierś z indyka
  • 2 czerstwe bułki
  • 2 jajka
  • sól 
  • pieprz
  • olej
  • bułka tarta
   sos:
  • kurki suszone lub świeże
  • kostka rosołowa
  • śmietana 32% lub 18%
  • cebula
  • masło

Wykonanie:

Mięso wymieszać z rozmiękczonymi bułkami, jajkami, solą, pieprzem.Uformować kulki i obtoczyć w bułce tartej. Smażyć na oleju, aż się kotlety zarumienią.
Sos: 
Na maśle poddusić poszatkowaną cebulę, dodać bulion. Zagotować i zmiksować. 
Kurki oczyścić, zamoczyć na pół godziny. Pokroić, poddusić na maśle i dodać do cebuli z bulionem. Sos doprawić solą, pieprzem. Gotować na wolnym ogniu ok. 15-20 minut. Pod koniec zabielić śmietaną.
Kotlety polane sosem podaję z ziemniaczkami posypanymi koperkiem. Mniam mniam