poniedziałek, 16 września 2013

Jutro...

     Jutro wielki dzień! Jaś idzie pierwszy raz do przedszkola. Jestem cała w stresie, chociaż wierzę, że będzie dobrze. Worek spakowany, ciuchy przygotowane...

     Po DŁUGIEJ przerwie wyjęłam dziś maszynę do szycia i zwęziłam pościel do przedszkola. Szło opornie, bo musiałam sobie przypomnieć podstawy podstaw, ale udało się. Jestem z siebie dumna! Chodzi mi teraz po głowie pomysł, aby samej uszyć drugi komplet, w Ikea widziałam fajne tkaniny...

     Tymczasem...

     Zrobiłam ostatnio zaproszenia na chrzest Piotrusia, a skoro dotarły to pokażę, a co!






Trochę kostek 3D...

Wewnątrz wydrukowany tekst i własnoręczne podpisy...


Armia!


***
Dziękuję wszystkim za pomocne komentarze pod poprzednim postem. 
Dobrej nocki :)

piątek, 13 września 2013

Przedszkolak i Darth Vader


Wiadomość nr 1 wczorajszego dnia: Jasiu od wtorku zostanie przedszkolakiem! Na tę sytuację złożyło się kilka zdarzeń, ale efekt jest! Cóż, po pierwszej euforii przyszła refleksja: mam oddać mojego synka obcym ludziom?!?! Och nie! Może ktoś się zdziwi, ale zrozumcie. Przez prawie trzy lata spędzałam z nim całe dnie, byłam na każde zawołanie, bawiłam, uczyłam, karciłam i przytulałam. A teraz oddam go ludziom, obcym, nie znanym, aby go socjalizować... Brzmi groźnie, czyż nie?

środa, 11 września 2013

Ślubna :)

 Dziś wpadam na chwilkę z  kartką na ślub kuzynki Męża. Będzie się działo!!! :)

wtorek, 10 września 2013

Wrzesień, czas ślubów?

To nie tylko miesiąc, gdy zaczyna się rok szkolny, ale wymarzony czas na śluby. Jest jeszcze ciepło, ale już po wakacjach, więc odpada problem nieobecności niektórych z uwagi na wyjazdy urlopowe, czyż nie?

środa, 4 września 2013

Wspomnienia...

     Nie znam nikogo, kto na wspomnienie pierwszego września i powrotu do szkoły po wakacjach nie uśmiechnął się, albo wzdrygnął ze wstrętem.
Czasy szkoły podstawowej wspominam świetnie, uwielbiałam się uczyć, nie straszne mi były kartkówki i klasówki. Znalazłam w czeluściach szuflady fotkę - Ula uczennica:
     Urocze dziewczę ze mnie było, no nie? Widać jakim kujonem byłam? To były jeszcze czasy fartuszków i tarcz, żałuję, że nic się nie zachowało. Byłaby fajna pamiątka.

     Czasy szkoły średniej to już inna bajka, ciężka harówka i szkoła przetrwania. Niestety prestiż wybranego LO nie podział na mnie stymulująco. Nie wspominam dobrze tej szkoły, chociaż z każdym rokiem z coraz większym sentymentem. Na szczęście w tym czasie liczyło się jeszcze coś jeszcze oprócz szkoły: znajomości, przyjaźnie i Bogu za to wielkie dzięki! :)

     Za kilka lat na mnie spadnie obowiązek zakupu podręczników, zeszytów, piórnika i stroju na WF, ale już dzisiaj czuję to nerwowe podekscytowanie z okazji 1 września - 1 dnia w szkole... Póki co mój dwu i pół latek smacznie drzemie, nieświadomy z upływającego czasu i konieczności podjęcia obowiązku szkolnego. I dobrze, niech śpi smacznie, bo mamusia ma chwilkę na kawę.

:)

Słówko wyjaśnienia...

     Wiem, że rzadko ostatnio piszę, ale czuję się rozgrzeszona z uwagi na nowego członka rodziny. Dostaję jednak smsy i maile z pytaniami jak sobie radzę, więc postanowiłam odpowiedzieć publicznie. Takie życie blogera! :)

     Radzę sobie. Raz lepiej, raz gorzej. Czasami wszystko układa się świetnie, ogarniam pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy osiedlowe, dziecko starsze wybawione, młodsze ładnie je i śpi. Cud - miód. Najczęściej jednak coś zgrzyta w tym sielankowym obrazku i niekoniecznie jest to wina czegokolwiek, bądź kogokolwiek.  Myślę, że każda Matka doskonale wie o czym piszę i świetnie mnie rozumie. Cieszę się, że mam przy sobie męża, który pomoże, gdy oczywiście może! Nie wiem jak sobie radzą samotni rodzice, no nie ogarniam tego...

    Staram się nie ograniczać tylko do obowiązków, znajduję trochę czasu na książkę, film, gazetę, byłam nawet na "drinku", gdy odwiedziła mnie przyjaciółka znad Tamizy. Niestety doba się skurczyła i nie wyrabiam się tak jak wcześniej. Z każdym dniem jednak widzę, że jest lepiej, pod warunkiem, że coś sobie odpuszczę... Teraz np. powinnam stać przy desce i prasować stertę ciuchów... Tak to jest!
***
     W ramach relaksu zrobiłam ostatnio trzy kartki na chrzest, jedna to na konkretne zamówienie, które szybko "wyszło" i fotkę mam tylko z telefonu.

     Kolejne zrobione według tej samej mapki, tylko z modyfikacjami.

Nr2
Nr 3

     Kartki są proste, delikatnie przestrzenne, z niewielką ilością ozdób. Grafikę chyba wszyscy rozpoznają...?! Zakochałam się w nich :)

     ***
Dziękuję wszystkim, którzy ciągle o mnie pamiętają i komentują. Jest mi bardzo miło, aż serce rośnie. Dziękuję i do szybkiego następnego razu!


środa, 21 sierpnia 2013

Pamiątkowy album

     Zaczęło się od tego, że mąż zaproponował w pewną upalną niedzielę, że zrobi mi kilka fotek z ostatnich dni w ciąży. Zabawa była przednia, Jasiu dziarsko pozował, a efekt bardzo nas zadowolił. Postanowiłam wtedy, że poszukam zdjęć z poprzednich miesięcy, na których widać mój zmieniający się brzuch. Wbrew moim obawom znalazłam ich całkiem sporo. Album powstawał przez dwa wieczory, bo kolejnego już rodziłam! Wczoraj usiadłam i dokończyłam swoją pamiątkę z czasu, gdy Piotruś był jeszcze w brzuchu.

     Wykorzystałam ścinki różnych papierów, więc to recyklingowy album. :)
     Słodką grafikę otrzymałam od Janet, bo brałam udział w Jej wyzwaniu. Pamiętacie moją kartkę z klapkami - japonkami? 
     Najpierw był test ciążowy...
     A potem to już była masakra... Pierwszy trymestr to nieporozumienie, początek drugiego zresztą też...
     Z czasem jednak było trochę lepiej.


     A na koniec fotki ze wspomnianej na początku sesji...


      W albumie są jeszcze zdjęcia w wersji ja, mąż i Jaś, ale te już zachowam dla siebie:)
A na koniec kartka ze szpitala:
     Uff... Sporo zdjęć, więc gratulacje dla tych, którzy dotarli do końca. Dziękuję za uwagę!

Na koniec pytanie: robiliście sobie w ciąży specjalne sesje? Macie zrobione albumy? A może uważacie, że to zbędna pierdoła? Jestem ciekawa Waszej opinii.

Pozdrawiam słonecznie z pochmurnego Poznania!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Filmowo

     Wczoraj miałam ambitny plan na wieczór. Dzieci miały być nakarmione, wykąpane i położone spać między 20 a 20:30. Wtedy miałam się wykapać, położyć i spać już o 21 -21:30. Najważniejsze to chcieć, ale nieopacznie zajrzałam w program Canal+. Mimo zmęczenia postanowiłam zmienić plany i obejrzeć film:
     Nie wiem jak to się dzieje, ale to już kolejny francuski film, który mnie urzekł... Depresja i kumple z 2012 roku to historia przyjaciół, którzy na wieść, że jeden z nich ma problemy, zostawiają wszystko i wszystkich, aby wyciągnąć go z dołka. Przy okazji okazuje się, że żadnemu z nich nie wiedzie się idealnie, więc w efekcie cała czwórka musi odpędzić od siebie demony depresji...

     Film jest mimo tematyki lekki, ogląda się przyjemnie, a ja uśmiałam się do łez. Aktorzy dla mnie mało opatrzeni, każdy z bohaterów wnosi specyficzne podejście do problemu. Humor w dialogach i sytuacyjny.
     Polecam gorąco.
***
Dziękuję wszystkim za wszystkie komentarze i życzenia.
Udanego dnia!

sobota, 17 sierpnia 2013

Rowerowo

     Jakiś czas przed porodem zrobiłam karteczkę urodzinową dla zapalonego rowerzysty. Chłopak jest młody, ale często powtarza, że z uwagi na jego sytuację życiową, często czuje się bardzo staro. Stąd też pomysł, aby grafikę z rowerem połączyć z poważnymi beżami, brązami, a wszystko postarzyć tuszami i przetarciami. Jak wyszło? Zobaczcie i oceńcie sami :)


***
U nas delikatny chaos organizacyjny. Nadal próbujemy się poznać z nowym członkiem rodziny. Bywa ciężko, szczególnie, gdy Piotruś postanawia nie spać między 2 a 4 rano...No i te kolki... Jako doświadczona mamuśka wiem, że nic nie trwa wiecznie i kiedyś to minie... Tak, najlepiej szybciej, niż później.
Tym optymistycznym akcentem, kończę wpis mówiąc DOBRANOC :)

Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem! 
:):):)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Radosna nowina!

     To mój pierwszy wpis w tym miesiącu...
 
     1 sierpnia o godzinie 21.05 urodziłam drugiego synka - Piotrusia. 


     Mierzył 56 cm, waga 3730 g, 10 punktów w skali Apgar. Wszystko przebiegało prawidłowo, dzidzia zdrowa, więc 4 sierpnia wróciliśmy już do domu.
     Dni i noce mijają teraz jeszcze szybciej, próbujemy odnaleźć się w nowej sytuacji, poznawać się wzajemnie, polubić i pokochać. Rodzina przybywa z odsieczą, więc pierwsze dni bez większych wpadek.
     Jasiu zachwycony dzidzią, zagląda, głaszcze, próbuje śpiewać i przynosi zabawki. Nie ukrywam jednak, że trudno okiełznać dwu i pół latka. Sporo "przejść" przed nami, ale jestem dobrej myśli. Dzisiaj, bo jestem w miarę wyspana. Jutro może zmienię zdanie...

     Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze i gratulacje na Fb, gdzie szybciej podzieliłam się tą radosną nowiną. Jak już trochę lepiej się zorganizuję to pokażę ostatnie "robótki". Właściwie to mam dwie, w tym jedną muszę jeszcze dokończyć. ;P

     Pozdrawiam serdecznie w to niedzielne popołudnie!