sobota, 14 marca 2015

Wielkanoc...

kartka wielkanocna
Jak zapowiedziałam, tak robię. Dziś kolejna karteczka z okazji zbliżających się świąt. Pewnie i tak nikt tu w weekend nie zajrzy, ale siedziałam do późna robiąc kartki i tak mnie naszło...

czwartek, 12 marca 2015

Uwaga, uwaga!

     Mogę już oficjalnie przekazać Wam, że dołączyłam do DT Bee Scrap!!!



     W każdy poniedziałek będę pokazywać Wam moje pomysły na wykorzystanie tych wspaniałych papierów!

     Cały zespół i dokładne informacje na blogu:
http://beescrapshop.blogspot.com/2015/03/pszczokowy-zespo-projektowy.html

Zapraszam :)

wtorek, 10 marca 2015

Tag wielkanocny

tag wielkanocny
Lubię kartki w formie taga, bo niewiele trzeba, aby wyglądały "inaczej". Jeśli chodzi o temat, czyli Wielkanoc, to pomysłów jest wiele, więc spodziewajcie się jeszcze kilku postów tego typu.

piątek, 6 marca 2015

Sezon kartek wielkanocnych rozpoczęty!

wielkanoc
     Za miesiąc święta Wielkiej Nocy, więc czas zabrać się za robienie kartek. Wyjątkowo późno, ale nie mogłam się zorganizować. Jak już wczoraj wieczorkiem usiadłam to szło opornie. A to problem z klejem, a to nie mogłam wstążki znaleźć, a to nie mogłam się zdecydować na kompozycję. Wyszłam z wprawy, nie ma co! Najważniejsze, że miałam z tego wielką przyjemność i takie pierdoły nie popsuły mi zabawy. Powstały trzy kartki, kolorowe, słodkie i wiosenne. Zapraszam do oglądania.

czwartek, 5 marca 2015

Długi, wrześniowy weekend...

     Raczej nie oglądam telewizji przypadkowo. Raczej orientuję się co w świecie filmowym "piszczy". Raczej...
Zdarzają się jednak momenty, gdy siadam w fotelu i szukam czegoś interesującego. Tak było i tego dnia, gdy postanowiłam, że MUSZĘ coś obejrzeć. Na moje szczęście trafiłam idealnie. Na Canal+ zaczynał się Długi, wrześniowy weekend w reżyserii Jasona Reitmana, którego kojarzę z Juno.

Żródło
     Historia opowiada o kobiecie samotnie wychowującej nastoletniego syna, która zakochuje się w zbiegu z więzienia i ukrywa go w domu. Brzmi banalnie? Troszkę tak, ale od pierwszych minut czuje się, że na ekranie wydarzy się coś ważnego. Mamy do czynienia z sentymentalnym, ale dojrzałym obrazem, w którym czasu starcza na wszystko, a gesty i małe radości bohaterów angażują nas emocjonalnie. 
     
     Akcji w filmie jest naprawdę niewiele, wszystko rozgrywa się właściwie w jednym miejscu, dlatego trudno napisać coś więcej, aby nie zdradzić puenty. Warto zobaczyć ten film dla doskonałego duetu, Kate Winslet i Josh Brolin wypełniają każdą przestrzeń ekranu. Zaskakujący jest dla mnie sam wizerunek aktorki, bo Kate bardzo wiarygodnie oddaje depresję swojej bohaterki, jej zagubienie i bezradność. 

     Na ekranie dzieje się magia. Jest klimat, który wciąga widza i nie pozwala zapomnieć o tej historii, którą świetnie zobrazowano tonącymi w słońcu (za zdjęcia odpowiada stale współpracujący z reżyserem Eric Steelberg) i obudowano klimatyczną muzyką Rolfe Kenta, która raz perfekcyjnie zagęszcza atmosferę, by potem pozwolić odetchnąć podczas bardziej nostalgicznych momentów. Za to kocham kino!
 
     Gorąco wszystkim polecam ten film, a jeśli macie możliwość to jeszcze dziś jest seans na Canal+ o 19:40. WARTO!!!


     

środa, 4 marca 2015

Chlebek bananowy Nigelli

     Dziś podzielę się z Wami przepisem na pyszny, absolutnie smaczny włoski chlebek bananowy Nigelli, który znalazłam na blogu Kalejdoskop kulinarny. Trochę zmieniłam proporcje, przede wszystkim użyłam mniej cukru niż w oryginale.

WŁOSKI CHLEBEK BANANOWY NIGELLI

Składniki:

  • 150 ml oleju roślinnego
  • 3 średnie banany (ok. 300 g bez skórki)
  • 2 łyżeczki aromatu waniliowego
  • szczypta soli
  • 2 jajka
  • 150 g drobnego cukru
  • 170 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki sodu oczyszczonej
  • 4 łyżeczki espresso (ja zaparzam kawę i lekko studzę).

Wykonanie:

Ugnieć banany z aromatem waniliowym i solą, a następnie utrzyj z olejem. Dodawaj po jednym jajku, a następnie dosyp cukier.

Dodaj mąkę, sodę oraz espresso i delikatnie wymieszaj na gładkie, płynne ciasto. Przelej do foremki wyłożonej papierem do pieczenia, albo natłuszczonej.Ustaw na blasze w piekarniku rozgrzanym do 175 stopni.  Piec 50 minut z funkcją termoobieg. 
 

Patyczek wbity w środek powinien być prawie czysty po wyjęciu. Wystudź.

Z tych samych proporcji można upiec 12 muffinek: piec je 20 min. w piekarniku nastawionym na 200°C.

*przygotowanie chlebka nie wymaga użycia miksera, można wymieszać wszystko w misce za pomocą trzepaczki
**ciasto po upieczeniu i wyjęciu z piekarnika lekko opada!


Chlebek idealny na drugie śniadanie, u mnie z kawą zbożową.
Smacznego!

wtorek, 3 marca 2015

Ach ta Joan!

     Kolejna książka za mną. Trudno było ją znaleźć, bo to już starsza pozycja, ale na dzień dzisiejszy możecie ją kupić w Aros.pl.
Okładka Joan Collins Świat według Joan raczej kiczowata, ale potem jest już tylko lepiej.


     Od razu napiszę, że to nie jest biografia, tylko spostrzeżenia na temat życia, obecnego świata i tego z czasów jej młodości. Wszystkie jej wywody na temat wychowania, odżywiania, zachowywania, starzenia się, mody są bardzo ciekawe, nie za długie, nie za krótkie. Sporo w książce jest elementów o aktorach, reżyserach, nagrodach itp. Bardzo interesujące. 


    Autorka jest bardzo szczera odnośnie swojego życia, ale nie w sposób skandaliczny. Przyznaje się co jej wyszło w życiu, a co mogła zrobić inaczej. Aktorka znana jest w Polsce głównie z roli Alexis w serialu Dynastia i reklamy batona, ale ta Angielka ( czuje się Angielką, nie Brytyjką!) ma spory dorobek kinowy, telewizyjny i teatralny. No i małżeński! Cztery rozwody i piąty ślub za nią.



    W samej książce autorka sporo opowiedziała o fenomenie Dynastii, o postaci wykreowanej przez siebie, o strojach (ach te lata 90-te!). Pamiętam te czasy, więc to trochę powrót do dzieciństwa.\
Szperając w necie natknęłam się na koszulkę, która świadczy o niesłabnącej popularności postaci granej przez Joan.


     Joan Collins to prawdziwa dama, bystra i ciepła kobieta- taki mam jej obraz po tej książce. Jak dla mnie Świat według Joan to fantastyczna rozrywka i polecam wam ją gorąco! Bardzo ciekawie, z humorem, dystansem i niebanalnie. Czyta się bosko! Polecam.

piątek, 13 lutego 2015

Maluszki, czyli mini albumy dla dzieci

     Albumiki dla dzieci to jest to co misie lubią najbardziej! Tych, którzy są tutaj przypadkiem, albo zaglądają od niedawna, odsyłam do obejrzenia poprzednich wersji (tu, tu, tu, tu, tu, tu, itd.).

    Moje dzieci lubią oglądać zdjęcia, a wersja mini łatwo mieści się w małych rączkach i do maminej torebki.

    Pamiętam, że Jasiowi musiałam zrobić drugi egzemplarz pierwszego albumiku z członkami rodziny, bo pierwszy zniszczył totalnie. Potem były takie z przyjaciółkami, z pociągami, a ostatnio pokazywałam przedszkolny.

***

    Piotruś jakiś czas temu też dostał swojego pierwszego "maluszka" rodzinnego. Najbardziej lubi strony z kotem i psem... Auć! :)

    Zamysł był taki: kolorowe papiery plus fotki i praktycznie zero dodatków. Poza zawieszką gumową, która była dołączona do jego spodni. Karty albumiku grube i spięte kółkami, żeby łatwo można było je przewracać.





***

     Ostatnio Jasiu zaczął bawić się z sąsiadką, tak po dłuższej przerwie. Teraz ciągle o niej mówi i chce się z nią spotykać. Postanowiłam więc zrobić dwa albumiki, aby mógł zanieść koleżance przy okazji. Taki mały upominek.

     Znalazłam zdjęcia sprzed dwóch lat, a także zrobiłam kilka ostatnio, gdy szaleli, aż "chałupa się trzęsła"!

     Albumiki są małe, 10 x 11 cm, spięte sprężyną, mają takie same zdjęcia, ale różnią się kolorami i dodatkami. Jasia wersja jest szara z dodatkiem czerwonego, a dziewczynki błękitno - różowa z kolorowymi dodatkami. Zapraszam do oglądania.

Wersja Jasia







Wersja Sary



     Mam nadzieję, że przyjaźń sąsiedzka będzie się rozwijać, a ja będę miała okazje zrobić jeszcze kolejne albumiki. 

  Dziękuję za odwiedziny, życzę szczęścia w piątek trzynastego!
Udanego weekendu!


piątek, 6 lutego 2015

Niebanalna Walentynka!

     Są takie dni, że czuję, że jak nie wyjmę swoich przydasi, to się uduszę! Wczoraj tak było... Zmęczenie nie wygrało, tylko chęć stworzenia czegoś, co chodziło za mną od kilku dni.

     Pamiętacie mój albumik "pszczółkowy"z poprzedniego posta? Tak bardzo spodobało mi się połączenie czarnego i żółtego, że czułam, że muszę znowu to wykorzystać.

     Kilka dni temu Milena z Niepowtarzalnej Kartki pokazała nowe kartki z tablicową grafiką (do ściągnięcia za darmo) i mimo iż z nich nie skorzystałam to pomysł został w głowie.

     Janet z Digital Paper idealnie wpasowała się w moją potrzebę stworzenia czegoś na wyzwanie. Po pierwsze: chcę zgłaszać choć jedną pracę w miesiącu (tak, aby się mobilizować do pracy), a po drugie: grafiki Janet są tak urocze, że chętnie przygarnę choćby jedną.

     Za kilka dni Walentynki i dookoła widzę już czerwień z każdego miejsca w realu i sieci. Trochę na przekór tradycji postanowiłam zrobić kartkę niebanalną, ale nadal z wyzwaniem Kocham Cię... :) Myślę, że niejeden pan by się z takiej ucieszył, co myślicie?




    
     Mam tylko pewną wątpliwość jeśli chodzi o kolor róży, bo jak właśnie doczytałam:

"Żółty kolor róży kojarzony był zawsze z zazdrością, tymczasem kwiat ten ma o wiele milsze znaczenie. Żółta róża to symbol przyjaźni, radości, ciepła. Oznacza troskę, może być wręczona na pocieszenie."

     Może nie będziemy się czepiać symboliki, tylko uznamy, że tak pasowało i już?! :)

Kartkę zgłaszam na wyzwanie do Janet licząc po cichutku, że się spodoba...


Tymczasem dziękuję za uwagę i do następnego razu!
Udanego weekendu!

czwartek, 29 stycznia 2015

Pszczółki są urocze...

     Lubię robić mini albumy, szczególnie dla moich dzieci, bo mają z nich frajdę. Tak też było i tym razem...

     Całkiem niedawno z okazji Dnia Babci i Dziadka w przedszkolu syna odbyło się spotkanie, na którym dzieci śpiewały i tańczyły. Miałam okazję tam być, bo zawoziłam teściów, więc przy okazji pstryknęłam kilka fotek.

     Szybko zdecydowałam, że zrobię dla Jasia mini albumik, bo dawno niczego mu nie zrobiłam (nawet kartki na urodziny! ).

     Pomysł był prosty, synek należy do grupy pszczółek, więc dodatki były oczywiste. Papiery dałam kolorowe z przewagą żółtego. Trafił mi się nawet arkusz z pszczółkami. Tak oto przedstawia się albumik, który zanim doczekał się sesji zdjęciowej, był już w przedszkolu, bo Jasiu chciał wszystkim pokazać "prezent". Są już widoczne ślady użytkowania, bo także młodszy lubi oglądać zdjęcia...

Oto i on - mini album pszczółkowy:






      Cieszę się, że synkowi upominek się spodobał, bo ja jak zawsze miałam sporą frajdę z robienia albumiku. A przy okazji zgłaszam go na wyzwanie Diabelskiego Młyna pt. Wspomnienia.



Dziękuję za odwiedziny!