niedziela, 11 marca 2012

Fajny film widziałam

To tylko seks z Justinem Timberlakem i Milą Kunis. Bohaterów najpierw połączą sprawy zawodowe, potem się zaprzyjaźnią, a na koniec odkryją, że się kochają. Nie liczy się tu nawet historia, bo jest prosta i przewidywalna, ale sposób w jaki jest opowiedziana. 

Wiele scen jest odrobinę przesłodzonych, przerysowanych, ale taką konwencję reżyser wybrał. Sceny seksu zrobione ze smakiem, ale nie ma pornografii. Odniosłam wrażenie, że seks to pretekst, żeby powiedzieć coś więcej o związkach. Wielkiej prawdy nie odkryto, ale ogląda się przyjemnie. 
Aktorzy śliczni, dialogi iskrzą humorem, pięknie sfotografowany Nowy Jork i Los Angeles. Tak, dla tych widoków warto poświęcić trochę czasu. 
Film wykonany jest solidnie i sprawdza się jako współczesna komedia romantyczna. Można się pośmiać, pooglądać młodych, przebojowych, zdolnych w pięknej scenerii. Czegóż chcieć więcej w zimowo-wiosenny wieczór? Chyba tylko szklaneczki czegoś mocniejszego w towarzystwie własnego Justina...
***
Wena wróciła, powstają kolejne kartki wielkanocne. Dziękuję za odwiedziny.
Udanej niedzieli.

sobota, 10 marca 2012

Tarantula

Skończyłam czytać książkę "Tarantula"(Thierry Jonquet), na podstawie której Pedro Almodovar nakręcił film z Antonio Banderasem w roli głównej.
Klimat jest w książce Jonqueta czymś najbardziej niesamowitym. Tę historię warto przeczytać właśnie po to, by poczuć tę niepokojącą, psychodeliczną atmosferę. W tej historii trochę jest za dużo zbiegów okoliczności, ale fabuła wciąga. Chce się czytać i czytać, a ponieważ objętościowo jest niewielka, to żal, że tak szybko się kończy. Właściwie ciężko mi napisać coś więcej, bo nie chcę zdradzić fabuły. Trzeba się nastawić na temat seksu i tożsamości płciowej. Myślę, że książka mogła szokować w chwili wydania (1984), ale teraz to już nie koniecznie.
Teraz muszę zobaczyć film! Koniecznie!
***
Wieczorami robię kartki wielkanocne, ale już jakoś brak mi weny. Dzisiaj już mi się nie wszystko podoba z wczoraj, muszę przerobić/dorobić/wyrzucić...
Też tak czasami macie?
Pozdrawiam serdecznie!!!

piątek, 9 marca 2012

Przeczytałam

Oprah. Postać, którą zna każdy Amerykanin. Odmieniła oblicze telewizji, została najbogatszą czarnoskórą kobietą w USA. 

Autorka biografii Kitty Kelley dotarła chyba do wszystkich możliwych źródeł, aby jak najdokładniej opisać i przybliżyć tę kobietę czytelnikom.
Czytanie to poznawanie ludzi, a Oprah wydała mi się fascynująca. Właściwie to nie widziałam żadnego odcinka jej programu, tylko fragmenty, np. Tom Cruise skakał na kanapie obwieszając światu, że kocha Katie Holmes. Zastanawiałam się, jak ona to robi, że ludzie do niej przychodzą i tak się zachowują?! Albo wiadomość, że rozdała wszystkim na widowni samochody?! 
Z książki wyłania się obraz kobiety biednej, poniżanej, wykorzystywanej seksualnie w dzieciństwie, opuszczonej przez matkę,nie znającej prawdziwego ojca, która poprzez ciężką pracę zrobiła gigantyczną karierę. "Tym, czego wielu ludzi nie dostrzegało w jej wersji kariery"od pucybuta do milionera", była ogromna ambicja stanowiąca jej siłę napędową. Jej pęd do sukcesu był wręcz niezaspokojony". Gnała do celu po przysłowiowych trupach. Wykorzystywała ludzi, a gdy tylko coś nie szło po jej myśli, pozbywała się ich. Kontrolowała wszystko i wszystkich (właściwie to ciągle tak jest!). Okazuje się, że jej wizerunek miłej, współczującej, uśmiechniętej i życzliwej, był tylko na potrzeby programu. 
"Zdominowała swój czas, niespodziewanie i w nietypowy sposób osiągając wysoką pozycję, stała się ikoną, zwłaszcza w oczach kobiet".
Biografia nie pomija także pozytywnych aspektów jej życia, tego, że przeznaczała duże, naprawdę duże pieniądze dla potrzebujących. Pomogła wielu robiąc to na swój sposób, często krytykowany. Czytając tę książkę czułam jednak niechęć do Oprah Winfrey. Owszem, doceniam jej wysiłek, żeby "dojść do czegoś", ale nie podoba mi się sposób w jaki to osiągnęła. Wydaje się dwulicową zołzą (chciałam napisać inne, niecenzuralne słowo, ale odpuściłam). 
Książkę ciężko się czyta ze względu na konstrukcję jaką wybrała autorka Kitty Kelley. Niby wszystko jest czytelne, chronologiczne, ale częste powtórzenia i powroty do różnych spraw i osób wprowadzają zbędny chaos. 
Polecam tę książkę fanom biografii interesujących kobiet, bo daje nadzieję i wiarę, że ciężką pracą można wiele osiągnąć. Trzeba wierzyć w siebie drogie Panie, a wtedy świat stoi przed Wami otworem:)
***
Dziękuję, że zaglądacie i zostawiacie komentarze. Bardzo lubię je czytać (jak chyba każda blogująca osoba.

czwartek, 8 marca 2012

Jakie książki dla dzieci

Wraca jak bumerang temat czytania książek. U mnie w domu ciągle dyskutujemy o tym co czytamy, co przeczytaliśmy, albo o tym, co czeka w kolejce. Zastanawiamy się przy okazji czy Jasiu przejmie od nas to zamiłowanie? Wydaje mi się, że jest duża szansa, bo grunt to dawać dobry przykład. 
Trafiłam na ciekawy artykuł  Dzieciństwo bez książek, polecam.
Jaś jest na etapie oglądania książeczek, robi to chętnie i często z własnej inicjatywy. Staram mu się czytać te krótkie historyjki, ale póki co nie za bardzo go interesują. Zastanawiam się co kupić, żeby mu się spodobało? Wyszukuję i spisuję propozycje, które inni polecają. Na razie zainteresowały mnie dwie książki ("Chłopiec i Pingwin” "O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań", ale to jeszcze nie na teraz. Macie jakieś propozycje dla 1,5 rocznego malucha. Albo tak trochę na później?
***
Kolejne dwie karteczki wielkanocne. Trochę zmodyfikowałam szablon.



***
Wszystkim Paniom z okazji ich święta życzę dużo zdrowia, spokoju oraz wielu powodów do uśmiechu każdego dnia!

środa, 7 marca 2012

Pierwsza...

Kartka wielkanocna zrobiona!!! Niniejszym ogłaszam sezon za otwarty. Najwięcej czasu straciłam na zrobienie bazy, dalej to już czysta przyjemność.

wtorek, 6 marca 2012

Sprzęty domowe a dziecko. Stolik

Zdjęcie z telefonu
Czas na kolejny odcinek cyklu sprzęty domowe a dziecko. :)

Taki zwykły, najzwyklejszy (uwaga! reklama)z Ikei. Ale od początku.
Jak jeszcze nie było Jasia na świecie mieliśmy stolik szklany, na trzech nogach. Nie był zbyt stabilny, co okazało się, gdy przyjechała moja siostra z małym dzieckiem. Wiedzieliśmy, że przyjedzie taki moment, że będziemy musieli się go pozbyć. 

poniedziałek, 5 marca 2012

Filmowe emocje

Namówiłam wczoraj męża na film "Czarny łabędź" w reż. Darrena Aronofsky'ego. Jest to historia Niny, baletnicy, która staje przed szansą zagrania głównej roli. Jej perfekcjonizm przekracza z czasem wszystkie normy i prowadzi do autodestrukcji.
Trudno mi zdefiniować gatunek: trochę dreszczowca, horroru, elementy baśniowe. Trzeba też zaznaczyć, że znalazło się kilka scen drastycznych, a także erotyki. Całkiem sporo efektów specjalnych, które niestety niekiedy wypadają śmiesznie, kilka scen humorystycznych. Widz nie wie prawie do końca co jest realne, a co stanowi wytwór wyobraźni bohaterki.
Film nakręcony świetnie, piękna muzyka, doskonałe aktorstwo, szczególnie Natalie Portman. Czytałam, że przez rok poprzedzający kręcenie zdjęć, brała lekcje baletu, przeszła na dietę. Wszystko to widać, bo oglądając film widziałam bohaterkę Ninę, a nie gwiazdę filmową. Pozostali aktorzy zginęli, stali się tylko potrzebnym tłem. Myślę, że sporo panów zdecydowało się na seans dla Mili Kunis, ale jak dla mnie to nie za bardzo miała pole do popisu. Pojawia się w filmie także dawno przeze mnie nie widziana Winona Ryder i Vincent Cassel. 
Nie ukrywam, że w trakcie seansu i po nim miałam mieszane uczucia. Film wstrząsnął mną, nie tego się po nim spodziewałam. Po przespanej nocy stwierdzam, że jest bardzo dobry, ale nie polecam go każdemu. Według mnie to trudny film, taki, który nie pozostawia widza obojętnym, na długo zostanie w pamięci.
***
U mnie słoneczko pięknie świeci, ale niestety jest dość zimno. 
Dziękuję za odwiedziny:)

niedziela, 4 marca 2012

Wiosennie

Dzisiaj krótko. Karteczka w kolorach, które nie chcą się ode mnie odczepić: żółty, zielony i fioletowy. Znowu wyszło tak wiosennie.


Moje maszynowe krzywulce
Kartka wykonana z papierów LEMONADE, więc zgłaszam ją na aktualne wyzwanie 38. Wyeksponowałam słowa ks. Twardowskiego, jakże aktualne i prawdziwe.
Na kartce znalazły się też motyle, które są tematem wyzwania Scrap Market Challenges, więc tam też ją zgłaszam.
***
Mam nadzieję, że miło Wam upływa weekend! 

sobota, 3 marca 2012

Czujecie wiosnę?

W Poznaniu od rana świeci słoneczko, aż chce się wyjść na spacer. Wczoraj widziałam pana zrywającego bazie z drzew. Jakoś trudno mi uwierzyć, że to już koniec zimy, ale lubię dłuższe dni, ciepłe powietrze, zapach budzącej się do życia przyrody. Nie będę narzekać, tylko cieszyć!
***
Rapakvi się zmienia, a przy okazji przywołuje wiosnę! Warto się przyłączyć (tu).


czwartek, 1 marca 2012

Szycie?

Udało mi się dotrzymać słowa danego samej sobie! Staram się nie wyliczać ile czasu mi to zajęło, ten kto zagląda tu od dłuższego czasu zapewne pamięta jak pisałam o maszynie do szycia Łucznik
Dzisiaj w końcu się przemogłam i wyjęłam ją z szafy. W efekt jest taki, że Jaś ma nowe firanko-zasłonki. Nie do końca nowe, bo przerobiłam te, które dostałam po siostrzeńcach męża. Oni są za "starzy" na postacie z Klubu Myszki Miki, a mój synuś je uwielbia! 
Najwięcej pracy zajęło przygotowanie do "szycia" (Boże wielki cóż to za szycie, raczej przeszycie), cięcie, szpilki, fastryga. Jakoś poszło, nawet całkiem prosto. Myślę już nad kolejnymi przeróbkami.
Dzisiaj zrobiło się tak ciepło, że myślę sobie, że wiosna jest tuż, tuż. Czy wy jej już też wyglądacie?
***
A na koniec trochę muzyki, "lubię to":

Dziękuję za odwiedziny:)